Żużel

Żużel

wtorek, 5 listopada 2013

Finał DMP w Toruniu ;)

Był to wyjazd, który szczególnie zapadł mi w pamięć, a że dla pewnej strony internetowej pisałam relację z niego, to postanowiłam opublikować ;). Miłego czytania!



     Godzina 14:30. Siedziałam w samochodzie i czekałam na tatę. Byłam bardzo podekscytowana. Jechałam w końcu na 1. Finał DMP na żużlu! Jakby dobrze poszło, to coś koło 17:30 miałam być na stadionie. W końcu po 15 minutach wyjechaliśmy. Do Torunia wybierali się z nami znajomi mojego taty. Podróż zleciała nam bardzo szybko, było pełno śmiechu. O 18:00 zajechaliśmy na parking pod galerią niedaleko stadionu. Gdy stanęliśmy na trybunie głównej, akurat odegrano hymn państwowy. Trzeba przyznać- Motoarena robi wrażenie. Jest ogromna, cała oświetlona, po prostu piękna.
Zgodnie z planem o 18:45 zaczął się pierwszy bieg tego spotkania. Pod taśmą stanęli Jarek Hampel, Adrian Miedziński, Jonas Davidsson oraz Kamil Brzozowski. Start! Spod taśmy najlepiej para przyjezdnego Falubazu, jednak już na wyjściu z pierwszego łuku Szwed przymknął gazu i spadł na ostatnią pozycję, do czego zielonogórscy kibice zdążyli się już przyzwyczaić. Hampel do końca nie oddał prowadzenia. Na mecie dość duże odległości między zawodnikami, a bieg nieciekawy. Remis, 3:3.
W drugim biegu zmierzyli się juniorzy: Kamil Adamczewski oraz Patryk Dudek z Zielonej Góry i Emil Pulczyński wraz z Pawłem Przedpełskim z Torunia. Ze startu najlepiej wyszli Duzers oraz Pawełek, co nie było dla nikogo zaskoczeniem. Na wejściu w drugi łuk niegroźnie upadł drugi zielonogórski junior. Podczas gdy ja zachodziłam w głowę, czy nic mu się nie stało, po przerwaniu biegu postawiło motocykl Przedpełskiego, który także spotkał się z nawierzchnią. Sędzia dość niespodziewanie wykluczył Emila, który nie zostawił miejsca Kamilowi. Powtórka w 3 osoby. Najlepiej ze startu Dudek, jednak Paweł atakował i wywalczył jakże cenne 3 punkty. Kolejny remis.
Torunianie zaliczyli bardzo dobry początek zawodów. W trzeciej gonitwie Darcy Ward wspólnie z Tomaszem Gollobem doskonale poradzili sobie z zielonogórską parą. Piotr Protasiewicz próbował wszystkiego, by chociaż zbliżyć się do torunian, jednak "PePe" był w tym biegu zbyt wolny. W stawce nie liczył się Krzysztof Jabłoński. 5:1 dla Torunia, w całym meczu 4-punktowe prowadzenie gospodarzy- 11:7.
Ostatni bieg w tej serii zapowiadał się niezwykle emocjonująco: Andreas Jonsson, popularny „Gallop”, Kamil Adamczewski oraz Paweł Przedpełski. AJ dwoił się i troił, aby nie oddać prowadzenia, jednak musiał uznać wyższość mistrza Tomasza. Kamil Adamczewski przyjechał tak daleko z tyłu, że wydawało się, że jechał na rowerze… 4:2 dla Unibaxu i 15:9 w całym meczu.
W przerwie nie działo się nic emocjonującego- brak „młyna” robi swoje. Siedziałam między kibicami z Torunia i nikt nawet nie zwracał na mnie specjalnej uwagi. No, oprócz pani, która kazała mi usiąść podczas jednego biegu. To było dziwne… Koniec przerwy, czas na piąty bieg dzisiejszego dnia. Z Zielonej Góry pod taśmą stanęli Jarosław Hampel oraz Andreas Jonsson, który jechał jako rezerwa taktyczna za drugiego Szweda. Anioły wystawiły do tego biegu bardzo silną parę Ward-Miedziński. Bez problemu wygrali oni 5:1, więc zaliczka gospodarzy przed rewanżem powiększyła się do 10 punktów przy wyniku 20:10.
Jak się później okazało, 6. bieg był przełomowy dla ekipy spod znaku myszki miki. Kapitan Falubazu – Piotr Protasiewicz – miał poprowadzić Krzysztofa Jabłońskiego na drugą pozycję. Takie było założenie. Jednak znany z dość egoistycznej jazdy „PePe” nie zostawił miejsca Jabolowi, przez co drugoliniowiec z  Zielonej Góry został minięty przez Tomasza Golloba- legendę polskiego żużla. Na szczęście dla kibiców Falubazu Emil Pulczyński przyjechał ostatni, co dawało rezultat 2:4 i pierwszą wygraną biegową Falubazu w tym meczu. Jak się potem okazało, nie ostatnią.
Bieg siódmy był co najmniej dziwny. Zaczęło się jak zawsze- taśma poszła w górę, żużlowcy pięknie składali się w łuki, wszystko cacy. Jednak na drugim wirażu 3. okrążenia w motocykl Patryka Dudka wjechał Adrian Miedziński.  Młody zielonogórzanin zaliczył groźnie wyglądający wypadek. Podczas gdy ja przeżywałam mini zawał serca, Duzers nadal leżał na torze. Na szczęście po niedługim czasie wstał i o własnych siłach udał się do parku maszyn. Ku uciesze gości, z powtórki wykluczony został Miedziak. Po kilku minutach pod taśmą zameldowało się już tylko trzech żużlowców: Patryk Dudek i AJ z Falubazu oraz Kamil Brzozowski z Torunia. Taśma poszła w górę. To, co zobaczyłam, przebiło moje najśmielsze oczekiwania. Otóż na samym starcie motocykl torunianina odmówił posłuszeństwa i zdefektował co oznaczało, że zielonogórska para przywiezie w tym biegu wynik 5:0! Podczas gdy kibice Unibaxu nadal nie wierzyli swoim oczom, w klatce przyjezdnych rozpoczęło się istne szaleństwo. Krzykom radości nie było końca. Po tej serii przewaga Torunia stopniała to 3 punktów, a wynik wynosił 22:19. Kibice Falubazu po chwili załamania znów odzyskali wiarę w to, że nic nie jest jeszcze stracone.
Bieg 8 nie przysporzył aż tylu emocji co 7, ale nie można go było zaliczyć do najnudniejszych. Z pod taśmy najlepiej wyszli Tomasz Gollob i Jarosław Hampel, którzy zacięcie walczyli na pierwszym łuku. Tym razem lepszy okazał się Toruński Anioł i do końca nie oddał prowadzenia. Przed Jonasem Davidssonem na mecie zameldował się Paweł Przedpełski, co dawało rezultat 4:2 i wynik 26:21.
W kolejnym wyścigu świetnie wystartowała para Protasiewicz- Jabłoński z drużyny gości. Jednak i tym razem kapitan nie obejrzał się za siebie i dał Jabolowi piękną lekcję, którą można by zatytułować „Umiesz liczyć? Licz na siebie”. PePe co prawda wygrał bieg, ale przez brak pomocy z jego strony pan Krzysztof spadł na trzecią pozycję i na metę przyjechał za plecami Adriana Miedzińskiego. W stawce zupełnie nie liczył się Kamil Brzozowski. Falubaz odrobił 2 punkty i znów Torunianie mieli tylko 3 punkty przewagi.
Bieg 10 dał nam porządną dawkę emocji w postaci walki między Pawłem Przedpełskim a Andreasem Jonssonem. Ostatecznie Szwed okazał się być lepszy. Daleko z przodu przyjechał Darcy Ward, a jeszcze dalej z tyłu Kamil Adamczewski. Wynik wynosił 32:27. Przerwa na równanie toru i kolejny wyścig.
W wyścigu 11. mieliśmy aż dwie rezerwy zwykłe: Patryk Dudek za Jonasa Davidssona oraz Paweł Przedpełski za Kamila Brzozowskiego. Dość ostro walczyli oni ze sobą na pierwszym łuku, na szczęście bez przykrych skutków w postaci bliższego zapoznania się z torem któregoś z nich. Ostatecznie bitwę tę wygrał Duzers, do którego po chwili dołączył Piotr Protasiewicz. Zielonogórska para nie popełniała żadnych błędów i przywiozła pewne 5 punktów. W całym meczu był wynik 33:32. Zawodnicy z Torunia zaczęli się poważnie martwić o dalszy przebieg tego spotkania.
Po wyjściu spod taśmy do biegu nr 12 świetną akcją popisał się Darcy Ward, który ściął do krawężnika blokując parę Hampel-Dudek z Zielonej Góry. Emil Pulczyński dwoił się i troił, aby dogonić świeżo upieczonego Mistrza Świata Juniorów, ale Patryk był ewidentnie szybszy. Remis w tym biegu utrzymał jednopunktowe prowadzenie Aniołów.
13. bieg był pełen kontrowersji. Na drugim łuku trzeciego okrążenia niegroźnie upadł Adrian Miedziński. Na wejściu w wiraż doszło do kontaktu "Miedziaka" z Krzysztofem Jabłońskim. W momencie upadku Adriana Miedzińskiego na prowadzeniu był Andreas Jonsson, a stawkę zamykał Darcy Ward. Zielonogórzanie jechali więc po podwójne zwycięstwo. Był to książkowy przykład upadku taktycznego, jednak najwyraźniej sędzia myślał inaczej. Wykluczył pana Krzysztofa. W powtórce biegu kibice byli świadkami fantastycznego boju na całej długości toru. Ostatecznie pierwszy na mecie był Darcy Ward. Australijczyk i Andreas Jonsson podziękowali sobie nawzajem za walkę fair. Bieg zakończył się wynikiem 4:2, a przewaga Unibaxu przed biegami nominowanymi wynosiła 3 punkty przy wyniku 40:37. Rozpoczęła się kosmetyka toru.
Jako pierwsi skład biegów nominowanych zgłosili Torunianie. Zadecydowali oni, że w 14. biegu pojedzie Adrian Miedziński oraz Paweł Przedpełski, a w 15. para Ward-Gollob. Następnie do telefonu podszedł kierownik drużyny z Zielonej Góry – pan Jacek Frątczak – i po swoim tradycyjnym „Panie sędzio, panie sędzio, tu Jacek Falubaz” przedstawił reprezentantów przyjezdnych w biegach nominowanych. W biegu 14. miał pojechać Jarosław Hampel z Patrykiem Dudkiem, a w ostatniej gonitwie tego wieczoru para Jonsson-Protasiewicz.
Bieg 14. był niezwykle emocjonujący. Spod taśmy najlepiej wyszedł Jarosław Hampel. Na chwilę dołączył do niego Duzers, jednak ostatecznie został minięty przez parę Aniołów. Następnie stoczył on zaciętą walkę o jeden punkt z Pawłem Przedpełskim, którego minął na ostatnich metrach. Wynik 2:4 spowodował, że miejscowi znów prowadzili tylko jednym punktem. Wszystko miało się rozstrzygnąć w ostatnim wyścigu.
Nikt na całym stadionie nie siedział. Każdy z niecierpliwością czekał, aż taśma pójdzie w górę. W końcu! Najlepiej ze startu wyszli gospodarze, jednak kapitan Falubazu w pięknym stylu rozdzielił toruńską parę mijając Warda. Ostatni na ecie zameldował się Andreas Jonsson. Końcowy wynik wynosił 46:43. Tylko 3 punkty zaliczki przed rewanżem dawały kibicom Falubazu wielkie nadzieje na mistrzostwo. 

Całuski,
 Emilova <3

sobota, 2 listopada 2013

Wciąż czujemy ich obecność [*]

Dziś 2. listopada, więc natchnęło mnie, żeby napisać o tych żużlowcach, których nie ma już wśród nas. Ranking 7 najważniejszych dla mnie osób, które zginęły przez żużel. 

7. Robert Dados

Jego historia jest mi dość bliska, ponieważ mój tata uważa go za wielkiego żużlowca. Nie sposób się z nim sprzeczać. Tytuł IMŚJ mówi sam za siebie. Dadi zmarł podczas 3 próby samobójczej. Za pierwszym razem od podcięcia sobie żył uratował go mechanik, za drugim od powieszenia żona. Odszedł z tego świata 30 marca 2004 r. po tygodniu spędzonym w szpitalu w stanie śmierci klinicznej.  


6. Artur Pawlak

Dla mnie jest to szczególnie ważna postać, ponieważ jestem z Zielonej Góry. Jak każdy kibic znam historię swojego klubu, więc wiem, że pan Artur był wielkim zawodnikiem. Całą żużlową karierę spędził w Falubazie. Najsmutniejsze jest to, że zginął nie podczas rozgrywek ligowych, tylko meczu towarzyskiego. Nie zmienia to jednak faktu, że umarł robiąc to, co kochał. Odszedł od nas 21 czerwca 1993 r.


5. Rif Saitgariejew

Jestem dość silnie związana z Ostrowem, więc może dlatego brakuje mi tego zawodnika. Nie miałam szans oglądać go na torze, ale jestem pewna, że gdybym dostąpiła tego zaszczytu, nie zawiodłabym się. Kolejny żużlowiec, który zginął podczas zawodów. Jednak tym razem było to bardzo ważne wydarzenie dla ostrowskiego klubu: mecz o mistrzostwo 2. ligi. W kraksie na torze,"Tatarska Strzała" doznała wielu urazów, m.in. stłuczenie pnia mózgu, krwiak śródczaszkowy, przerwanie rdzenia kręgowego oraz złamanie przedramienia. Odszedł od nas 18 czerwca 1996 r.


4. Wiesław Pawlak

Kolejny cudowny człowiek. Znam go tylko z opowieści taty i dziadka. Bardzo utalentowany żużlowiec i miła osoba- czego chcieć więcej? Tego, żeby nadal był wśród nas... Zmarł 13 sierpnia 1987 r. na skutek obrażeń, które odniósł podczas wypadku w trakcie ligowego meczu Falubazu Zielona Góra z Apatorem Toruń w dniu 4 sierpnia 1987 roku.


3. Matej Ferjan

Nie znam drugiej takiej historii w świecie żużla. Zazwyczaj żużlowcy umierają na torze, albo popełniają samobójstwo ze względu na presję. W tym przypadku było zupełnie inaczej. Mateja znaleziono martwego w jego własnym busie w Gorzowie. Jako przyczynę zgonu stwierdzono nadużycie środków odurzających. Smutne, że ludzie odchodzą  w taki sposób. Od razu mam przed oczami wiele przypadków ze świata muzyki rockowej/ metalowej. Tam jest to bardzo powszechne. Mateja znaleziono 22 maja 2011 r.


2. Lee Richardson

Jest to najświeższy przypadek, więc też miał na mnie ogromny wpływ. Pamiętam ten wieczór. Następnego dnia miała jechać na wycieczkę klasową nad morze. Pamiętam rozpacz, płacz i smutek. Nie mogłam zasnąć, bo wciąż miałam przed oczami Lee. Te 3 sezony, które spędził w Falubazie. Nie ukrywam, że jego śmierć była dla mnie ogromnym szokiem. Lee opuścił nas 13 maja 2012 r.


1. Rafał Kurmański

Zdecydowanie za nim tęsknię najbardziej. Nie miałam szans oglądać go zbyt dużo na torze i bardzo tego żałuję. Był to wielki żużlowiec. Gdyby nadal żył, mógłby osiągać wyniki rzędu 10 pkt na mecz. Miał wielkie predyspozycje. Brakowało mu jedynie wewnętrznej siły na przezwyciężanie przeciwności losu. Powiesił się 30 maja 2004 r. w wieku 22 lat.



Emilova