Godzina
14:30. Siedziałam w samochodzie i czekałam na tatę. Byłam bardzo
podekscytowana. Jechałam w końcu na 1. Finał DMP na żużlu! Jakby dobrze poszło,
to coś koło 17:30 miałam być na stadionie. W końcu po 15 minutach wyjechaliśmy.
Do Torunia wybierali się z nami znajomi mojego taty. Podróż zleciała nam bardzo
szybko, było pełno śmiechu. O 18:00 zajechaliśmy na parking pod galerią
niedaleko stadionu. Gdy stanęliśmy na trybunie głównej, akurat odegrano hymn
państwowy. Trzeba przyznać- Motoarena robi wrażenie. Jest ogromna, cała
oświetlona, po prostu piękna.
Zgodnie z planem o 18:45 zaczął się pierwszy
bieg tego spotkania. Pod taśmą stanęli Jarek Hampel, Adrian Miedziński, Jonas Davidsson
oraz Kamil Brzozowski. Start! Spod taśmy najlepiej para przyjezdnego Falubazu,
jednak już na wyjściu z pierwszego łuku Szwed przymknął gazu i spadł na
ostatnią pozycję, do czego zielonogórscy kibice zdążyli się już przyzwyczaić.
Hampel do końca nie oddał prowadzenia. Na mecie dość duże odległości między
zawodnikami, a bieg nieciekawy. Remis, 3:3.
W drugim biegu zmierzyli się juniorzy: Kamil
Adamczewski oraz Patryk Dudek z Zielonej Góry i Emil Pulczyński wraz z Pawłem
Przedpełskim z Torunia. Ze startu najlepiej wyszli Duzers oraz Pawełek, co nie
było dla nikogo zaskoczeniem. Na wejściu w drugi łuk niegroźnie upadł drugi
zielonogórski junior. Podczas gdy ja zachodziłam w głowę, czy nic mu się nie
stało, po przerwaniu biegu postawiło motocykl Przedpełskiego, który także
spotkał się z nawierzchnią. Sędzia dość niespodziewanie wykluczył Emila, który
nie zostawił miejsca Kamilowi. Powtórka w 3 osoby. Najlepiej ze startu Dudek,
jednak Paweł atakował i wywalczył jakże cenne 3 punkty. Kolejny remis.
Torunianie zaliczyli bardzo dobry początek
zawodów. W trzeciej gonitwie Darcy Ward wspólnie z Tomaszem Gollobem doskonale
poradzili sobie z zielonogórską parą. Piotr Protasiewicz próbował wszystkiego,
by chociaż zbliżyć się do torunian, jednak "PePe" był w tym biegu
zbyt wolny. W stawce nie liczył się Krzysztof Jabłoński. 5:1 dla Torunia, w
całym meczu 4-punktowe prowadzenie gospodarzy- 11:7.
Ostatni bieg w tej serii zapowiadał się
niezwykle emocjonująco: Andreas Jonsson, popularny „Gallop”, Kamil Adamczewski
oraz Paweł Przedpełski. AJ dwoił się i troił, aby nie oddać prowadzenia, jednak
musiał uznać wyższość mistrza Tomasza. Kamil Adamczewski przyjechał tak daleko
z tyłu, że wydawało się, że jechał na rowerze… 4:2 dla Unibaxu i 15:9 w całym
meczu.
W przerwie nie działo się nic emocjonującego-
brak „młyna” robi swoje. Siedziałam między kibicami z Torunia i nikt nawet nie
zwracał na mnie specjalnej uwagi. No, oprócz pani, która kazała mi usiąść
podczas jednego biegu. To było dziwne… Koniec przerwy, czas na piąty bieg
dzisiejszego dnia. Z Zielonej Góry pod taśmą stanęli Jarosław Hampel oraz
Andreas Jonsson, który jechał jako rezerwa taktyczna za drugiego Szweda. Anioły
wystawiły do tego biegu bardzo silną parę Ward-Miedziński. Bez problemu wygrali
oni 5:1, więc zaliczka gospodarzy przed rewanżem powiększyła się do 10 punktów
przy wyniku 20:10.
Jak się później okazało, 6. bieg był
przełomowy dla ekipy spod znaku myszki miki. Kapitan Falubazu – Piotr
Protasiewicz – miał poprowadzić Krzysztofa Jabłońskiego na drugą pozycję. Takie
było założenie. Jednak znany z dość egoistycznej jazdy „PePe” nie zostawił
miejsca Jabolowi, przez co drugoliniowiec z
Zielonej Góry został minięty przez Tomasza Golloba- legendę polskiego
żużla. Na szczęście dla kibiców Falubazu Emil Pulczyński przyjechał ostatni, co
dawało rezultat 2:4 i pierwszą wygraną biegową Falubazu w tym meczu. Jak się
potem okazało, nie ostatnią.
Bieg siódmy był co najmniej dziwny. Zaczęło
się jak zawsze- taśma poszła w górę, żużlowcy pięknie składali się w łuki,
wszystko cacy. Jednak na drugim wirażu 3. okrążenia w motocykl Patryka Dudka
wjechał Adrian Miedziński. Młody zielonogórzanin
zaliczył groźnie wyglądający wypadek. Podczas gdy ja przeżywałam mini zawał
serca, Duzers nadal leżał na torze. Na szczęście po niedługim czasie wstał i o
własnych siłach udał się do parku maszyn. Ku uciesze gości, z powtórki
wykluczony został Miedziak. Po kilku minutach pod taśmą zameldowało się już
tylko trzech żużlowców: Patryk Dudek i AJ z Falubazu oraz Kamil Brzozowski z
Torunia. Taśma poszła w górę. To, co zobaczyłam, przebiło moje najśmielsze
oczekiwania. Otóż na samym starcie motocykl torunianina odmówił posłuszeństwa i
zdefektował co oznaczało, że zielonogórska para przywiezie w tym biegu wynik
5:0! Podczas gdy kibice Unibaxu nadal nie wierzyli swoim oczom, w klatce
przyjezdnych rozpoczęło się istne szaleństwo. Krzykom radości nie było końca.
Po tej serii przewaga Torunia stopniała to 3 punktów, a wynik wynosił 22:19.
Kibice Falubazu po chwili załamania znów odzyskali wiarę w to, że nic nie jest
jeszcze stracone.
Bieg 8 nie przysporzył aż tylu emocji co 7,
ale nie można go było zaliczyć do najnudniejszych. Z pod taśmy najlepiej wyszli
Tomasz Gollob i Jarosław Hampel, którzy zacięcie walczyli na pierwszym łuku.
Tym razem lepszy okazał się Toruński Anioł i do końca nie oddał prowadzenia.
Przed Jonasem Davidssonem na mecie zameldował się Paweł Przedpełski, co dawało
rezultat 4:2 i wynik 26:21.
W kolejnym wyścigu świetnie wystartowała para
Protasiewicz- Jabłoński z drużyny gości. Jednak i tym razem kapitan nie
obejrzał się za siebie i dał Jabolowi piękną lekcję, którą można by zatytułować
„Umiesz liczyć? Licz na siebie”. PePe co prawda wygrał bieg, ale przez brak
pomocy z jego strony pan Krzysztof spadł na trzecią pozycję i na metę przyjechał
za plecami Adriana Miedzińskiego. W stawce zupełnie nie liczył się Kamil
Brzozowski. Falubaz odrobił 2 punkty i znów Torunianie mieli tylko 3 punkty
przewagi.
Bieg 10 dał nam porządną dawkę emocji w
postaci walki między Pawłem Przedpełskim a Andreasem Jonssonem. Ostatecznie
Szwed okazał się być lepszy. Daleko z przodu przyjechał Darcy Ward, a jeszcze
dalej z tyłu Kamil Adamczewski. Wynik wynosił 32:27. Przerwa na równanie toru i
kolejny wyścig.
W wyścigu 11. mieliśmy aż dwie rezerwy
zwykłe: Patryk Dudek za Jonasa Davidssona oraz Paweł Przedpełski za Kamila
Brzozowskiego. Dość ostro walczyli oni ze sobą na pierwszym łuku, na szczęście
bez przykrych skutków w postaci bliższego zapoznania się z torem któregoś z
nich. Ostatecznie bitwę tę wygrał Duzers, do którego po chwili dołączył Piotr
Protasiewicz. Zielonogórska para nie popełniała żadnych błędów i przywiozła
pewne 5 punktów. W całym meczu był wynik 33:32. Zawodnicy z Torunia zaczęli się
poważnie martwić o dalszy przebieg tego spotkania.
Po wyjściu spod taśmy do biegu nr 12 świetną
akcją popisał się Darcy Ward, który ściął do krawężnika blokując parę
Hampel-Dudek z Zielonej Góry. Emil Pulczyński dwoił się i troił, aby dogonić
świeżo upieczonego Mistrza Świata Juniorów, ale Patryk był ewidentnie szybszy. Remis
w tym biegu utrzymał jednopunktowe prowadzenie Aniołów.
13. bieg był pełen kontrowersji. Na drugim
łuku trzeciego okrążenia niegroźnie upadł Adrian Miedziński. Na wejściu w wiraż
doszło do kontaktu "Miedziaka" z Krzysztofem Jabłońskim. W momencie
upadku Adriana Miedzińskiego na prowadzeniu był Andreas Jonsson, a stawkę
zamykał Darcy Ward. Zielonogórzanie jechali więc po podwójne zwycięstwo. Był to
książkowy przykład upadku taktycznego, jednak najwyraźniej sędzia myślał
inaczej. Wykluczył pana Krzysztofa. W powtórce biegu kibice byli świadkami
fantastycznego boju na całej długości toru. Ostatecznie pierwszy na mecie był Darcy
Ward. Australijczyk i Andreas Jonsson podziękowali sobie nawzajem za walkę
fair. Bieg zakończył się wynikiem 4:2, a przewaga Unibaxu przed biegami
nominowanymi wynosiła 3 punkty przy wyniku 40:37. Rozpoczęła się kosmetyka
toru.
Jako pierwsi skład biegów nominowanych
zgłosili Torunianie. Zadecydowali oni, że w 14. biegu pojedzie Adrian
Miedziński oraz Paweł Przedpełski, a w 15. para Ward-Gollob. Następnie do
telefonu podszedł kierownik drużyny z Zielonej Góry – pan Jacek Frątczak – i po
swoim tradycyjnym „Panie sędzio, panie sędzio, tu Jacek Falubaz” przedstawił
reprezentantów przyjezdnych w biegach nominowanych. W biegu 14. miał pojechać
Jarosław Hampel z Patrykiem Dudkiem, a w ostatniej gonitwie tego wieczoru para
Jonsson-Protasiewicz.
Bieg 14. był niezwykle emocjonujący. Spod
taśmy najlepiej wyszedł Jarosław Hampel. Na chwilę dołączył do niego Duzers,
jednak ostatecznie został minięty przez parę Aniołów. Następnie stoczył on
zaciętą walkę o jeden punkt z Pawłem Przedpełskim, którego minął na ostatnich
metrach. Wynik 2:4 spowodował, że miejscowi znów prowadzili tylko jednym
punktem. Wszystko miało się rozstrzygnąć w ostatnim wyścigu.
Nikt na całym stadionie nie siedział. Każdy z
niecierpliwością czekał, aż taśma pójdzie w górę. W końcu! Najlepiej ze startu
wyszli gospodarze, jednak kapitan Falubazu w pięknym stylu rozdzielił toruńską
parę mijając Warda. Ostatni na ecie zameldował się Andreas Jonsson. Końcowy
wynik wynosił 46:43. Tylko 3 punkty zaliczki przed rewanżem dawały kibicom
Falubazu wielkie nadzieje na mistrzostwo.
Całuski,
Emilova <3





